Płynący kursem z przeciwka statek, tak na oko był typowym trampem, wykonującym w tym rejonie żeglugę kabotażową. Niewielkie rozmiary, jeden komin, niestaranie pomalowany kadłub z płatami rdzy i odpadającej farby, sprawiały wrażenie zaniedbania. Zmienili nieco kurs, aby znaleźć się z jego boku i po chwili ujrzeli też banderę. - Duńczyk - pierwszy oficer powiedział jakby do siebie. - Nie szkodzi - kapitan Feeney nie zamierzał odpuszczać. - Sprawdzimy co wiezie i czy nie ma tam jakichś podejrzanych osób. - Chyba nie - pierwszy oficer dalej mówił jakby do siebie. - Płytko zanurzony, więc płynie na pusto, bez ładunku. A pasażerowie? Kto z Niemiec chciałby teraz płynąć do Norwegii? Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zimne spojrzenie Fenney’a sprawiło, że dalsze słowa uwięzły mu w gardle. - Proszę wykonywać swoje obowiązki. A komentarze są tu zbyteczne! ...