05.02.1947, popołudnie – Niemcy, Frankfurt nad Menem. - To ile jeszcze panie majorze? – kierujący pierwszym samochodem kapral po raz kolejny poprawił się na siedzeniu. – Bo jeszcze trochę i dupa mi odpadnie. Jedziemy już prawie siedem godzin, tylko z przerwą na tankowanie. - Nie marudź. Jeszcze jakaś godzina. Przecież mówiłem, że do Frankfurtu jest około 450 kilometrów. - Ciężka sprawa. Tak na raz… - Cisza! Powiedziałem, że mamy przyjechać na trzynastą trzydzieści i tak ma być. Niemcy są punktualni, więc i my nie możemy być gorsi. - Ale sam pan widzi, panie majorze… Drogi śliskie, miejscami prawie w ogóle nie odśnieżone. - A wy podobno jesteście mistrzami kierownicy? Ci dwaj z tyłu również. Czy może się mylę? - Nie myli się pan, panie majorze! - To nie marudzić. Odpoczniecie, jak już zajedziemy na miejsce. Albo też i nie… ...