15.02.1947 – Niemcy, Essen. Jak na razie, szło nieźle. Nawet wczorajszy poranny pociąg ruszył z Hamburga bez opóźnień. I było by całkiem dobrze, gdyby nie ten przeziębiony pasażer z zaczerwienionym od kataru nosem… Już przy wsiadaniu kichnął tak potężnie, że aż wszyscy się odwrócili. Zrozumiał chyba jednak znaczące spojrzenia większości i nie wchodząc do przedziału pozostał na korytarzu, wysiadając już na drugiej stacji. Odetchnął więc Manfeld, powracając do czytania zakupionych na dworcu gazet. No bo cóż to byłby za interes, zarazić się grypą albo jakimś innym świństwem? Jak w takim stanie prowadzić jakiekolwiek działania? Na razie jednak chłonął prasowe informacje i gdy w końcu po sześciu godzinach pociąg dotarł do Essen, na początek zamówił taksówkę. Zarezerwował też pokój w hotelu, następnie odwiedził jedną z zaplanowanych firm, a nawet podpisał z nią wstępne porozumienie. Zeszło mu się przy tym prawie do wieczora i resztę przełożył na następny dzień. ...