Przejdź do głównej zawartości

Posty

ATOMOWY POKER 266

  05.02.1947, popołudnie – Niemcy, Frankfurt nad Menem.             - To ile jeszcze panie majorze? – kierujący pierwszym samochodem kapral po raz kolejny poprawił się na siedzeniu. – Bo jeszcze trochę i dupa mi odpadnie. Jedziemy już prawie siedem godzin, tylko z przerwą na tankowanie. - Nie marudź. Jeszcze jakaś godzina. Przecież mówiłem, że do Frankfurtu jest około 450 kilometrów. - Ciężka sprawa. Tak na raz… - Cisza! Powiedziałem, że mamy przyjechać na trzynastą trzydzieści i tak ma być. Niemcy są punktualni, więc i my nie możemy być gorsi. - Ale sam pan widzi, panie majorze… Drogi śliskie, miejscami prawie w ogóle nie odśnieżone. - A wy podobno jesteście mistrzami kierownicy? Ci dwaj z tyłu również. Czy może się mylę? - Nie myli się pan, panie majorze! - To nie marudzić. Odpoczniecie, jak już zajedziemy na miejsce. Albo też i nie…             ...

ATOMOWY POKER 264

                                            Rozdział VII                                              Kontratak.   31.01.1947, południe – Środkowy Atlantyk, argentyński statek towarowo – pasażerski „San Juan”.             Sztorm, który mokrą pięścią uderzył w nich już trzy dni temu, powoli cichł.

ATOMOWY POKER 261

              26.11.1946 – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Karolina Północna, Fort Bragg.               - Czy to już? Chyba niemożliwe… Przecież dopiero się położyłem, a ból mięśni nadal czuję w całym ciele – mimo tych, przebiegających mu przez głowę i jeszcze w półśnie myśli, spojrzał Henryk na dzwoniący budzik. – Co? Już szósta? To jakiś koszmar! A jeśli nawet wytrwam do końca tego dnia, będzie to chyba ostatni dzień mojego życia!

ATOMOWY POKER 260

  19.11.1946, wczesne przedpołudnie – Polska, Jelenia Góra, siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.             - No i co towarzysze? Dowiem się od was czegoś nowego? Odkrywczego? Bo po tym co już dzisiaj od was usłyszałem, raczej nie macie się czym chwalić!   Zapadła cisza. Bo i cóż można było rzec w sytuacji, gdy wszyscy znali fiasko dotychczasowych działań. Przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Wrocławia też nie miał żadnych złudzeń w tym względzie, ale polecenia z samej Warszawy bezwzględnie trzeba było wykonać. Trzeba było zwołać comiesięczną naradę, oficjalnie odebrać meldunki i chociażby fikcyjnie, nakreślić kierunki dalszych działań. Na koniec zaś wysłać raport do samego ministerstwa. A, że i tak nic z tego już nie będzie? Nie szkodzi. Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Trzeba tylko się pilnować, aby nie wyskoczyć z czymś, co nadmiernie zaangażuje siły i śr...