04.10.1946, późne popołudnie – Polska, las pod Piechowicami. Kapitan Aleksjejew miał swoje może i dziwne, ale skuteczne metody. Na przykład takie, że na terenie zajmowanego przez swoje biuro kompleksu, nigdy nie prowadził odpraw do działań w terenie. Bo kto w końcu wie, czy nie usłyszały by tego jakieś niepożądane uszy. A nawet, gdyby ktoś był jednak uprawniony, to po co ma znać jego małe tajemnice? Po co ma się zastanawiać, dlaczego niektórych aresztuje, a niektórych jednak przepuszcza? I czy na pewno wszystkie konfiskowane przy zatrzymywanych towary i dewizy zgłaszane są wyższym przełożonym? Lepiej więc było wyprowadzić konny pluton do lasu koło Piechowic i tam, na oddalonej od drogi śródleśnej polanie przekazać zadania do wykonania. Bo tym razem Aleksiejew czuł przez skórę, że „Kałmuk” czy też dla innych „Wolf”, trafił na ślad czego...