19.11.1946, wczesne przedpołudnie – Polska, Jelenia Góra, siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. - No i co towarzysze? Dowiem się od was czegoś nowego? Odkrywczego? Bo po tym co już dzisiaj od was usłyszałem, raczej nie macie się czym chwalić! Zapadła cisza. Bo i cóż można było rzec w sytuacji, gdy wszyscy znali fiasko dotychczasowych działań. Przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Wrocławia też nie miał żadnych złudzeń w tym względzie, ale polecenia z samej Warszawy bezwzględnie trzeba było wykonać. Trzeba było zwołać comiesięczną naradę, oficjalnie odebrać meldunki i chociażby fikcyjnie, nakreślić kierunki dalszych działań. Na koniec zaś wysłać raport do samego ministerstwa. A, że i tak nic z tego już nie będzie? Nie szkodzi. Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Trzeba tylko się pilnować, aby nie wyskoczyć z czymś, co nadmiernie zaangażuje siły i śr...