- To co, panowie? – ton Williamsa zrobił się nagle jakoś tak bardzo podniosły. – Kładziemy plecaki na ziemię, pistolety w dłoń i rozbiegamy się po pięćdziesiąt metrów w każdą stronę. Macie na to dwie minuty. Jeżeli będzie czysto, to wracamy. Bo zanim tam wejdziemy, musimy się upewnić, że naprawdę jesteśmy tu sami.