Przejdź do głównej zawartości

Posty

ATOMOWY POKER 236

  05.10.1946, wieczór – Polska, okolice Lubania.                   To było już trzecie gospodarstwo, które obserwowali. W pierwszym był nie tylko gospodarz, ale i inni dorośli mężczyźni, więc szybko zrezygnowali. Tym bardziej, że po podwórku biegały dwa spore psy. Drugie okazało się opuszczone i nic ciekawego tam nie było. Wyszabrowane, z powyrywanymi z futryn drzwiami i oknami, bez niczego co nadawało by się do zjedzenia. I dopiero tutaj poczuli szansę. Gospodarz był mężczyzną w podeszłym już wieku, a ponad godzinna obserwacja nikogo innego też nie wykazała.

ATOMOWY POKER 235

              05.10.1946, południe – Polska, las pod Lubaniem.             Obudziło ich prześwitujące przez korony drzew słońce. Po wyczerpującej fizycznie i psychicznie ucieczce, długim trudnym marszu podczas chłodnej i nieprzyjaznej nocy, zaglądające im w twarze ciepłe promienie przyjęli jak prawdziwe błogosławieństwo. Przeciągnęli się leniwie, popatrzyli na zegarki.

ATOMOWY POKER 232

              04.10.1946, późne popołudnie – Polska, las pod Piechowicami.               Kapitan Aleksjejew miał swoje może i dziwne, ale skuteczne metody. Na przykład takie, że na terenie zajmowanego przez swoje biuro kompleksu, nigdy nie prowadził odpraw do działań w terenie. Bo kto w końcu wie, czy nie usłyszały by tego jakieś niepożądane uszy. A nawet, gdyby ktoś był jednak uprawniony, to po co ma znać jego małe tajemnice? Po co ma się zastanawiać, dlaczego niektórych aresztuje, a niektórych jednak przepuszcza? I czy na pewno wszystkie konfiskowane przy zatrzymywanych towary i dewizy zgłaszane są wyższym przełożonym? Lepiej więc było wyprowadzić konny pluton do lasu koło Piechowic i tam, na oddalonej od drogi śródleśnej polanie przekazać zadania do wykonania. Bo tym razem Aleksiejew czuł przez skórę, że „Kałmuk” czy też dla innych „Wolf”, trafił na ślad czego...