Tam też nie było lepiej. Z tym, że poszarpane wybuchami granatów czy posiekane pociskami zwłoki leżały już w pewnym porządku. Te w mundurach i hełmach na głowach leżały pod jedną ścianą, zaś inne, ubrane w cywilne bądź też w robocze ciuchy, pod drugą.
- To co, panowie? – ton Williamsa zrobił się nagle jakoś tak bardzo podniosły. – Kładziemy plecaki na ziemię, pistolety w dłoń i rozbiegamy się po pięćdziesiąt metrów w każdą stronę. Macie na to dwie minuty. Jeżeli będzie czysto, to wracamy. Bo zanim tam wejdziemy, musimy się upewnić, że naprawdę jesteśmy tu sami.