Luty 1944 – Berlin.
Plan był prosty. I to Truda nieświadomie mu wskazała, w jaki sposób mógł stać się wykonalny. W korytarzu na ścianie, wisiała sobie kotara. A za kotarą były drzwi. Nie używane chyba od początku istnienia tego przybytku.
Przypomniano sobie o nich dopiero niedawno, kiedy to coraz częściej na nocnym niebie Berlina zaczęły gościć alianckie bombowce. Wtedy właśnie przyszły polecenia, aby w każdym domu wygospodarować i urządzić, chociaż prowizoryczny, schron przeciwlotniczy. LSR ! Ten skrót znały już nawet małe dzieci !Jak wszędzie, i tu pojawiły się informacje ze strzałką wskazującą kierunek tego ukrycia. Ale trzeba było przejść przez korytarzyk. Obok kotary i drzwi stanowiących zapasowe i dotychczas nieużywane wejście do kotłowni. I von Drebnitz podczas alarmów już kilka razy obok nich przechodził. Zawsze jako pierwszy. Zarówno wiosną ubiegłego roku, jak i teraz, świeżo po powrocie z frontu wschodniego. Wyposzczony po półrocznym pobycie w okopach, robił wrażenie starającego się na zapas wykorzystać wszystkie możliwości, jakie dawało mu zajmowane stanowisko. Bezczelnie też pchał się do Trudy. Nie musiała tego znosić jedynie dzięki temu, iż oznajmiła osłupiałemu amatorowi jej wdzięków, że zwolnił ją od takich obowiązków sam standartenführer Moder. Wycofał się więc z nienawiścią w oczach, ale niechby tylko sytuacja się zmieniła …
Nie było więc na co czekać. Otrzymaną od Trudy kopią klucza, Henryk mógł otworzyć drzwi i zaczaić się we wnęce za kotarą. Von Drebnitz powinien przechodzić jako pierwszy. Nie można jednak było użyć chloroformu. Mimo zwykłego w takich okolicznościach zamieszania, zapach byłby zbyt demaskujący. Pozostawał więc inny, stary i wypróbowany sposób. Mocna skarpeta wypełniona piaskiem. Uderzenie w tył głowy nie rozwalało czaszki, a klient odpływał w niebyt na dobre pół godziny. To powinno wystarczyć, aby zejść z nim do kotłowni i tylnym wyjściem, wśród krzaków, wynieść go pod ogrodzenie. Nie stanowiło to żadnego ryzyka. Obowiązujące zaciemnienie skutecznie skrywać miało całą tę operację.
A co dalej ? Już po styczniowym bombardowaniu pobliskiej elektrowni okazało się, iż jedna z niecelnie zrzuconych bomb tak zniszczyła część płotu, że musiano go prowizorycznie załatać. W III Rzeszy nie było już betonu na takie fanaberie jak naprawa ogrodzenia, więc poprzestano na kilku deskach. Ale ważna też była druga bomba. Przebiła dach i strop stojącego na sąsiedniej działce niewielkiego, jednorodzinnego domku, eksplodując na parterze. Praktycznie cały dom zamienił się w kupę gruzów, a po zamieszkującym go starszym, bezdzietnym małżeństwie pozostały tylko krwawe strzępy.
I tam właśnie Henryk odkrył częściowo zawalone wejście do piwnicy. Kosztowało go to godzinę ciężkiej, nocnej pracy, ale wejście zostało odgruzowane. Piwnica okazała się być całkiem spora i była idealnym miejscem na ostateczną rozprawę z von Drebnitzem. Oraz na jego grób.
Teraz trzeba było już tylko czekać. I wręcz komicznie wyglądało zdziwienie na twarzy Trudy, gdy zapytała na co. Nie przyszło mu bowiem do głowy, że można się było nie domyślić. Jak to na co ? Aż śnieg stopnieje ! Przecież nie można zostawić śladów, które nawet ślepego zaprowadziły by do ogrodzenia i piwnicy w ruinach !
Marzec 1944 – Bad Saarow, 30 kilometrów na zachód od Frankfurtu nad Odrą.
- No to pokażesz mi go wreszcie ?
- Spokojnie Henryku. Zaraz go zobaczysz. To istne cudo. Jedno z dwóch, jakie stworzyłem.
- Manfred, nie męcz mnie już. Przecież widzisz, że ciekawość mnie zżera.
- Dobrze, chodźmy więc. To ten bunkier obok.
- Bunkier ? Gdzie ?
- Rozejrzyj się uważnie. To ten pagórek. Lekki bunkier, prawie hala przemysłowa. Ale pokryty warstwą ziemi na dachu, gdzie rosną już małe drzewka. To specjalny gatunek. Karłowaty. W ten sposób drzewa stojące obok i drzewa na dachu będą zawsze na tym samym poziomie. Nawet z powietrza nikt tego nie wypatrzy.
- Cholera ! Pomysłowe ! Sam to wymyśliłeś ?
- Nie. To ktoś od Ohnesorge. W końcu to jego kwatera rezerwowa i minister chce się tu czuć bezpiecznie. Zresztą zjawi się tu niebawem. Ale teraz zapraszam. Zobaczysz ten cud na własne oczy.
Stanęli przed stalowymi drzwiami bunkra. Stojący wartownik tylko wyrzucił rękę na widok von Ardenne i usunął się w bok. Odpowiedzieli tym samym gestem i weszli do środka. Za drzwiami korytarz skręcał w lewo, później w prawo i jeszcze raz w lewo. Henryk już wiedział, że miało to chronić przed ewentualną falą podmuchu spadających i eksplodujących w pobliżu bomb. Teraz stanęli przed jeszcze jednymi drzwiami. Też masywnymi, z wizjerem pośrodku. Ktoś z wewnątrz otaksował ich wzrokiem i po chwili szczęknęły zasuwy mechanizmu otwierania. Henryk przy okazji dostrzegł grube, gumowe uszczelki na krawędziach odrzwi. A więc zadbano również o gazoszczelność !
Ale nie to było przecież powodem jego wizyty. Chodziło o elektromagnetyczny separator masowy. To, wraz z wirówkami miało wreszcie dać III Rzeszy odpowiednią ilość wzbogaconego uranu. Zdziwiła go zarówno idea jak i konstrukcja tego urządzenia. Metalowe rury zajmowały dużą część sporej hali. Potężne elektromagnesy brzęczały pod wysokim napięciem. Pracowały kompresory i wentylatory. Wszystko nowe, świeże, farba na pomalowanej w czarne i żółte pasy poręczy jeszcze lepiła się do rąk.
- Więc mówisz Manfred, że trzeba było zbudować osobną elektrownię ?
- No, może nie całkiem. Częściowo pobieramy prąd z już istniejącej. Specjalną linią. A na wypadek awarii, mamy też agregaty prądotwórcze. Takie, jakie ustawia się na pancernikach i Ubootach nowego typu. I teraz się pochwalę. To działa !
- Muszę przyznać, że wykonałeś kawał dobrej roboty. A ten twój drugi cud ?
- Musielibyśmy pojechać do Miersdorf. Tam jest placówka badawcza Niemieckiej Poczty. Tam właśnie uruchamiamy generator kaskadowy Philipsa i sześćdziesięciotonowy cyklotron. Potęga ! Ale i sam minister Poczty, jak wiesz, jest niezwykle potężny.
- To jeszcze jakie cuda będziesz tam tworzyć ?
- Jest taka jedna, zaległa sprawa. Normalnie nie miałem na nią czasu, zajęty tym, co tu widzisz i słyszysz. Ale będę się już brał na serio. To zapalniki implozyjne na podczerwień. I myślę, że do jesieni jakoś się wyrobię.
Marzec 1944 – Berlin, siedziba SD, gabinet Modera.
Henryk do tej pory nie wiedział, dlaczego nazistowski wyrzut ramienia w górę i stukniecie obcasami w jego wykonaniu, wywoływało u Modera dyskretny, lecz ironiczny uśmieszek. Może w głębi ducha uważał go wciąż za laboratoryjnego gryzipiórka w białym kitlu, przez przypadek tylko noszącego czarny mundur ?
- Siadaj Henryku. Jest kilka spraw do omówienia. Musisz się z nimi zapoznać, bo zmienia to w znacznym stopniu charakter naszej pracy.
- A co się stało ?
- Niby nic szczególnego. Musimy dostosować się do nowych wymagań i nowego kierownictwa.
- Jakiego znów nowego ? Ktoś odszedł, umarł, zginął ?
- Nie, to nie to. Reichsführer Himmler powołał nowy urząd. Kryptonim „T – SS”. „T” należy rozumieć jako techniczny. Jego kierownictwo objął doktor fizyki, brigadeführer Otto Schwab. Właśnie urządza swoją siedzibę, niedaleko na południe od Berlina. To taka niewielka, brandenburska wioska Glau. Oczywiście w ramach rozśrodkowania najważniejszych ogniw naszej struktury. Od tej chwili to do brigadeführera Schwaba będą teraz spływać nasze raporty.
- Więc zmieni się tylko adresat ?
- Nie całkiem. Otto Schwab zajmować się będzie zagadnieniami technicznymi. Nie będzie znał całości prowadzonych przez nas prac, ani struktur organizacyjnych naszego programu. Zapamiętaj ! On jest tylko od spraw technicznych. Nic poza tym. Na początku ja będę decydował, jakie informacje mają trafiać do niego. Tylko ściśle techniczne. On będzie głównym specjalistą od ich rozwiązywania. Całością nadal zajmujemy się my. A teraz druga sprawa - tu Moder ze stojącego w kącie pancernego sejfu wyjął sporej grubości teczkę. Wyjętym z kieszeni kluczykiem otworzył zamek i podał ją Henrykowi. - Obejrzyj to …
Teczka zawierała szereg rysunków budowlanych jakiegoś projektu. Nietypowe to były rysunki. W zdecydowanej większości nie przedstawiały budynków, tylko podziemne hale i tunele ! Wszystko opatrzone czerwonymi pieczęciami „Geheime Reichssache nr 001/44” i kryptonimem „RIESE”.
Minęło kilka minut, zanim Henryk przerzucił rysunki.
- No i jak ?
- Co to jest, standartenführer ? I co to za kryptonim ?
- Przecież umiesz czytać. „Olbrzym” to olbrzym. I już. Nadano taki kryptonim, bo projekt rzeczywiście jest olbrzymi. Największy w całej Rzeszy.
- Ale o co tu chodzi ?
- O führera. O naszą pracę. O ostateczne zwycięstwo. A teraz posłuchaj. Wiesz, że sytuacja na frontach nie jest dobra ?
- Trudno mi to stwierdzić. Wciąż przecież jesteśmy w Rosji, pod Leningradem, na Białorusi i w Ukrainie. Daleko od granic Rzeszy.
- To tylko tak wygląda na mapie. Sowieci są coraz silniejsi. A my musimy utrzymywać nie tylko wschodni front, ale i włoski. Praktycznie sami, bo makaroniarze zdradzili. Nie chcą się bić. Poza tym jest jeszcze Anglia … Wciąż płyną tam konwoje z Ameryki. Sprzęt i żołnierze. Coraz tego więcej. Führer spodziewa się inwazji. Trzeba więc utrzymywać duże siły również na Wale Atlantyckim. A jeszcze te bombardowania … Tak więc już jesienią ubiegłego roku zapadła decyzja, aby w najbardziej bezpiecznej części Rzeszy wybudować kompleks. To Dolny Śląsk. „Altreich” ! Stara Rzesza. Tam, na zamku Fürstenstein będzie nowa kwatera führera, na tamte tereny będą przenoszone bombardowane fabryki zbrojeniowe. Co można, schowa się pod ziemię. A możliwości jest sporo. Stare sztolnie, kopalnie. Najważniejszy jednak będzie rejon Waldenburga. Tam, w opuszczonej w latach trzydziestych a później zaadaptowanej i od kilku już lat częściowo wykorzystywanej do naszych celów kopalni „Wenzeslaus” koło wioski Ludwigsdorf, instalować się będzie nasze najbardziej zaawansowane urządzenia. Ale to na razie melodia przyszłości. Może na jesieni, gdy von Ardenne upora się z zapalnikami implozyjnymi. A teraz proszę spojrzeć na mapę. To rejon zapomniany przez wszystkich. Oczywiście, wszystkich oprócz nas. To okolice Wüstewaltersdorf. Jest tam też parę mniejszych miejscowości. I parę gór, które nas interesują. Wszystkie podkreślone. Widzisz je, herr doktor ?
- Oczywiście. Falkenberg, Dorfbach, Jauering Oberdorf, Wolfsberg, Ramenberg, Säuferhöhen i Hohe Eule.
- Brawo. To tam powstaną tunele i podziemne hale, w części których produkować się będzie podzespoły i elementy bomb atomowych. Wszystko w jednym miejscu, na obszarze małego powiatu. Nie będzie kłopotów z transportem, maskowaniem, ochroną.
- Ale mówi pan, standartenführer, że produkować się będzie części. A montaż końcowy ?
- O ! I tu pan poruszył sedno sprawy. Niech się pan przyjrzy tej mapie jeszcze raz. Co tam jest ciekawego ? Albo, czego tam nie ma ?
- Hm … Są obiekty. I niewielkie odległości miedzy nimi.
- A w środku ?
- W środku ? Nic nie ma.
- I tak, i nie. Na tej mapie rzeczywiście wszystkiego nie zaznaczono. Ale co jest w środku ?
- Góra … Mulenberg !
- No właśnie. To będzie serce całego systemu. Podziemnymi tunelami połączone z dwoma sąsiednimi ośrodkami. Tak tajne, że plany mam w osobnej teczce i nigdy nie będą dołączone do ogólnego planu kompleksu. Zaraz je obejrzysz, herr doktor, jako jeden z kilku ludzi w całej Rzeszy. Będzie tam tylko jeden wjazd, czynny wyłącznie na czas budowy. Następnie zamaskowany i jako taki traktowany jako absolutnie awaryjny. Wejścia robocze realizowane będą tunelami z obiektów sąsiednich. Na zewnątrz będą wystawały jedynie dwa szyby wentylacyjne, o specjalnej konstrukcji. Takiej, która będzie wprowadzała w błąd, gdyby ktokolwiek i kiedykolwiek chciał tam czegoś szukać. Zaprojektował je doktor Linzel, ze sztabu gruppenführera Kammlera.
- To i Kammler jest w tym projekcie ?
- Jak najbardziej i to po same uszy. Ma cały sztab ludzi, naukowców i projektantów, którzy zajmują się obiektami podziemnymi. Pracują niedaleko, tu w Berlinie. W prywatnej willi Kammlera przy Taunusstrasse 8. Kamuflowane jest to, jako tak zwane „Baubüro Kammler”.
- I nikt się dotychczas w tym nie połapał ?
- Jakoś nie. A skoro to działa … Ale wracajmy do naszej tajemniczej góry. Tam będą największe i najważniejsze laboratoria, tam będzie się odbywał montaż końcowy. Bomby i głowice rakiet wywożone będą najpierw kolejką podziemną, a później, z obiektów sąsiednich, ciężarówkami. Spodziewamy się przecież, że będą ważyły poniżej jednej tony. Tylko wtedy użycie rakiet von Brauna ma sens. A i samoloty z takim ładunkiem mogą polecieć naprawdę daleko. A teraz niech pan obejrzy te plany – Moder wyciągnął drugą teczkę.
Henrykowi zaparło dech w piersiach. Było to niesamowite i zadziwiające przedsięwzięcie. Rysunki przedstawiały rozległy kompleks, z kilkudziesięcioma pomieszczeniami i halami montażowymi, na pięciu podziemnych poziomach. To właśnie tam, na jednej z kondygnacji miały powstawać gotowe ładunki. Według założeń, mogło tam pracować jednocześnie nawet stu pięćdziesięciu inżynierów i techników, mających do dyspozycji pomieszczenia mieszkalne, produkcyjne, laboratoria, podziemne ujęcie wody, generatory prądotwórcze oraz zapasy paliwa i żywności na okres sześciu miesięcy. Niewyobrażalne !
- Ale kto to będzie robił, standartenführer ? Wykonać coś takiego w skałach, wewnątrz góry ? Mamy takie siły i środki ?
- Już jest robione. Zaczęliśmy właśnie od obiektu centralnego. Na ten kompleks mamy już zabezpieczone 60 % materiałów budowlanych i wydrążone 25 % podziemi pod górą. Resztę powinniśmy ukończyć w terminie czterech do pięciu miesięcy. Wtedy zaczniemy ustawiać maszyny i urządzenia. Jednocześnie będziemy drążyli pozostałe obiekty. Do tego czasu może doczekamy się pierwszych pozytywnych efektów prac Schumanna i Trinksa.
- No tak. Mamy przecież ich raporty. Zamiast trotylu, tym razem użyją heksogenu od doktora Waltera Schnurra z Christianstadt. Kostki tego materiału będą miały kształt sferyczny. Jak piłka futbolowa. A lit – 6 będzie miał kształt stożkowych wkładek. To powinno się udać. Oczywiście, przy założeniu prawidłowości zadziałania zapalnika.
- Właśnie. I tego się trzymajmy.
- Oczywiście, standartenführer. A kwestia utrzymania tajemnicy ?
- Powiedzmy sobie szczerze. Jest to najmniejszy problem. Ten, który projektował te podziemia, nie wie, gdzie one będą realizowane i właściwie do czego mają służyć. A ci, co je wykonują …
- No właśnie. Ci, co je wykonują ?
- Oni też nie wiedzą, co właściwie robią. A i tak tajemnicę zabiorą do grobu.
- Jak to do grobu ?
- A co się dziwisz ? Tam robota musi iść dzień i noc. Pilnują najbardziej zaufani esesmani. Tacy, którzy przeszli sprawdziany. Tak, jak ty …
- A zwykli pracownicy ?
- To więźniowie obozów koncentracyjnych podległych pod Gross – Rosen. Na razie trzystu chłopa. Pracują bez żadnej przerwy i na zmiany, po 12 godzin na dobę. Dzień i noc, świątek, piątek. Jedzą, śpią i odpoczywają praktycznie w miejscu pracy. Wytrzymują najwyżej dwa miesiące, ale na ich miejsce sukcesywnie przysyłają nowych. Tam – oprócz sprawdzonych Niemców – kto raz wejdzie do tych podziemi, nie wyjdzie już z nich żywy.
Henryk zamarł. Przeraziła go brutalność i cynizm, zarówno autorów tego pomysłu, jak i samego Modera.
- Coś nie tak, herr doktor ?
- Nie, wszystko w porządku. Zastanawiałem się tylko, czy nie jest to nadmierne marnotrawienie siły roboczej. Przecież w ten sposób, statystycznie, w okresie każdych dwóch miesięcy, trzeba przyuczać trzystu nowych ludzi do roboty. To musi wydatnie obniżać jakość, tempo i wydajność prowadzonych prac.
- Może i masz słuszność. Ale zarówno ty, jak i nawet ja, jesteśmy za mali, aby o tym decydować. To decyzje samego reichsführera, który obiecał führerowi wykonanie tych planów. Ingerowanie w nie byłoby zbyt niebezpieczne. Na razie więc proszę o tym nie myśleć. Skupiamy się na stworzeniu nowej broni. Dopiero wtedy złożymy wizytę w Riese. Na razie zaś … Proszę sporządzić raport, co według pana powinno się znaleźć w obiekcie Mulenberg. O, przepraszam ! Od tej chwili posługujemy się kryptonimem „Centrum” i tylko taka nazwa jest obowiązująca. Ale wracając do rzeczy … Sprzęt naukowy, pomiarowy, specjalistyczny, czy jak tam to nazwać. Od stołu warsztatowego, młotka czy suwmiarki, po probówki laboratoryjne i liczniki Geigera. Ma być wszystko, co jest nam potrzebne do efektywnego ukończenia naszego zadania.
- Ależ standartenführer ! Zrobić wykaz sprzętu, kiedy nawet nie wiemy jaki będzie potrzebny ? Kiedy nawet jeszcze nie mamy przetestowanego prototypu ?
- Wiem, że to trudne, ale taki jest rozkaz z góry. Na wykonanie tego zadania masz tylko dwa tygodnie. A wiesz, dlaczego właśnie ty to zrobisz ?
- Nie mam pojęcia.
- Bo propozycja wyszła od samego standartenführera, doktora Alfreda Klemma. Zrobiłeś na nim ogromne wrażenie. Dlatego też pokazałem ci plany kompleksu pod Mulenberg.
- To też było jego polecenie ?
- Tak. Polecenie, osobiście zaaprobowane przez reichsführera Himmlera. Bo może się jeszcze nie domyślasz, ale to ty zbudujesz nasze docelowe i nadające się do bojowego wykorzystania bomby atomowe !!!
Komentarze
Prześlij komentarz