20.10.1946, wieczór – Niemcy, Bremen, amerykańska enklawa w brytyjskiej strefie okupacyjnej, siedziba Wywiadu Armii USA. - Witamy pana! – na widok Henryka Brown aż wstał zza biurka. – A to pewnie pani „X’’, nieprawdaż?
19.10.1946, południe – Niemcy, Bonn, amerykańska strefa okupacyjna. - Smakowało? – pytanie Henryka było cokolwiek retoryczne. Jak mogło nie smakować, gdy spali prawie do dziewiątej, razem wzięli prysznic, następną godzinę namiętnie się kochali i dopiero gdy naprawdę poczuli wilczy głód, zeszli do hotelowej restauracji.
18.10.1946, popołudnie – Niemcy, francuska strefa okupacyjna, granica ze strefą amerykańską. Stanęło na jednym. Ponieważ kontrole praktycznie już ustały, Truda mogła jechać jako zwykła i elegancko ubrana pasażerka, na swoich autentycznych dokumentach.
14.10.1946 – Niemcy, Koblencja, francuska strefa okupacyjna. Mathias Weiss uważał się za dobrego Niemca. Szanować państwo, prawo i władzę - jakakolwiek by ona nie była - to był sens jego życia.
Rozdział IV Ucieczka. 10.10.1946 – Niemcy, Koblencja, francuska strefa okupacyjna. Zaczęło się źle. Pociąg, który wyruszył z Wiesbaden i według rozkładu powinien tu być o trzeciej trzydzieści, miał ponad półgodzinne opóźnienie.
- Słyszałeś? – Lachmut wyszeptał to Lischce wprost do ucha, bardziej wyczuwając niż widząc podnoszoną przez kompana i gotową do strzału broń. – Zaczekajmy jeszcze parę minut. Bo może rzeczywiście uda się im otworzyć te pierwsze wrota. A zaraz później ich skosimy.
Tam też nie było lepiej. Z tym, że poszarpane wybuchami granatów czy posiekane pociskami zwłoki leżały już w pewnym porządku. Te w mundurach i hełmach na głowach leżały pod jedną ścianą, zaś inne, ubrane w cywilne bądź też w robocze ciuchy, pod drugą.
- To co, panowie? – ton Williamsa zrobił się nagle jakoś tak bardzo podniosły. – Kładziemy plecaki na ziemię, pistolety w dłoń i rozbiegamy się po pięćdziesiąt metrów w każdą stronę. Macie na to dwie minuty. Jeżeli będzie czysto, to wracamy. Bo zanim tam wejdziemy, musimy się upewnić, że naprawdę jesteśmy tu sami.
07.10.1946, wieczór – Polska, okolice miejscowości Łomnica, las i grupa skał na północnym zboczu góry Ostoja. Mimo pewnej poprawy stanu Kowalsky’ego, dotarli jedynie tutaj. Odbijając w prawo, dwukrotnie bowiem trafili na grupy robotników leśnych, których obejście od południa spowolniło ich marsz i zaprowadziło niebezpiecznie blisko granicy z Czechosłowacją.
07.10.1946, przed świtem – Polska, las przy drodze Wałbrzych – Mieroszów. Obudził ich chłód. Mimo, iż mieli ciepłe kurtki, mimo, iż dodatkowo nakrywali się przeciwdeszczowymi pelerynami, już o piątej kręcili się w swoich legowiskach, jakby złośliwie przesiąkających przykrą, nocną wilgocią.
06.10.1946, południe – Polska, las pod miejscowością Przesieka. - To w końcu ruszamy, czy czekamy do wieczora? – Lischka popatrzył na nagle znieruchomiałego i jakby nieobecnego duchem Lachmuta. – Bo przecież jeszcze rano ustaliliśmy, że jak już utniemy te kolby i się wyśpimy, to będziemy mogli…
06.10.1946, wczesny ranek – Polska, Jelenia Góra, siedziba sowieckich organów bezpieczeństwa. Obudził się z bólem głowy. Od myślenia czy może od alkoholu? Poleżał jeszcze kwadrans usiłując rozstrzygnąć ten dylemat, ale po bezowocnych wysiłkach wreszcie wstał. Przemył twarz zimną wodą, przyczesał włosy i włożył mundur. Przejrzał się jeszcze w lustrze, zasiadł za biurkiem i zadzwonił po dyżurnego.