Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2025

ATOMOWY POKER 225

              Było ich trzech. Na rowerach, które na piaszczystej leśnej drodze przez poprzedni kilometr po prostu musieli pchać, w turbanach, z ciążącymi im na plecach karabinami i zwisającymi przy pasach krzywymi mauretańskim nożami, sprawiali nadzwyczaj groźne wrażenie.

ATOMOWY POKER 223

              11.09.1946, wieczór – Niemcy, Monachium, amerykańska strefa okupacyjna.             Jeszcze raz spojrzał na trzymaną w kieszeni małą kartkę, z zapisanym adresem pierwszego z nich. – Niech to diabli wezmą! – pomyślał. – Już prawie półtora roku po wojnie, a ja wciąż jakby na pierwszej linii frontu.

ATOMOWY POKER 215

  11.07.1946, południe - Argentyna, Buenos Aires, fabryka Fritza Mandla.               - Więc mówisz, że śledzą mnie ruscy? - Henryk był wyraźnie wstrząśnięty. Do dzisiaj bowiem często wspominał indywidualną akcję Rogozina, dotykając ręką szramy na głowie. - A co będzie, jeżeli zorganizują nową akcję i to w kilku?

ATOMOWY POKER 214

  09.07.1946, wieczór - Argentyna, Buenos Aires, hotel „Cristal Palace”.             Telefon w pokoju Henryka zadzwonił tak niespodziewanie, że ten aż się zdziwił. O tej porze? Kto? Wstał jednak z kanapy, podszedł do aparatu i rzucił jedno enigmatyczne słowo. -   Słucham! - Pan Schlegel? - Tak. To ja - Henryk natychmiast poznał głos Orawy. - Tu Joseph Brandt. Tak, jak się umawialiśmy, chciałem poinformować, że zakończyliśmy sprawdzanie pierwszej partii łożysk. Tej, którą zaczęliśmy wczoraj. Wszystkie sprawdzenia pozytywne. Oznaczamy je na pudełkach czerwoną farbą, aby nie pomieszały się z innymi. - Dziękuję. Proszę je przygotować i jutro dostarczyć do fabryki. Proszę też zacząć sprawdzanie drugiej partii. - Oczywiście. Wszystko według zapisów kontraktu. Do zobaczenia. - Do zobaczenia - Henryk odłożył słuchawkę i i odetchnął głęboko. Więc jednak… Orawa uruchomił ludzi i ci przy gablocie sprawdzili, że sp...

ATOMOWY POKER 213

  09.07.1946, południe - Argentyna, Buenos Aires, siedziba firmy „Morano”.               Spławiwszy jak zwykle Waltza i Rosenberga do restauracji po drugiej stronie ulicy, nonszalanckim krokiem przeskoczył dwa schodki i zadzwonił do drzwi. Orawa widać już czekał, bo nie upłynęło nawet pięć sekund jak szczęknęła klamka i wymienili mocny uścisk dłoni.

ATOMOWY POKER 210

  29.05.1946 - Argentyna, San Carlos de Bariloche, siedziba Martina Bormanna.               „Komiwojażer śmierci”! Nie inaczej, jak właśnie w taki sposób i na własny użytek podsumował Henryk swoją, wyznaczoną mu przez Bormanna rolę, kończąc kolejny już objazd przedsiębiorstw. Przygotowania szły pełną parą, wszystko było coraz bardziej zaawansowane. - Dobrze - pomyślał Henryk. - Bardzo dobrze. Bo jeszcze parę miesięcy, może pół roku i dojdą do punktu, w którym nie będzie już odwrotu. Porzucenie programu wygenerowało by wtedy nieodwracalne straty i to bez nadziei na odzyskanie chociażby części aktywów. To tak, jakby na wielki i niezbadany ocean wypłynął parostatek. Zużył więcej niż połowę węgla, więc powrót do portu jest już niemożliwy. Co wtedy pozostaje? Tylko płynąć dalej, mając coraz bardziej puste ładownie i nadzieję, że gdzieś tam znajduje się jakiś nieznany ląd. Tyle, że tu nie będzie żadnego lądu i on się już...